Dramat finansów publicznych. Wkrótce widmo bankructwa kraju?
Dochody państwa po marcu wyniosły około 125,2 mld zł, a wydatki około 194,5 mld zł. Deficyt budżetu państwa po marcu wyniósł około 69,5 mld zł.
Ogromny deficyt budżetowy. "Nikt w takim tempie nie zadłużał państwa"
Andrzej Kosztowniak, poseł PiS, były minister finansów, pytany przez DoRzeczy.pl czy deficyt na poziomie niemal 70 mld zł po pierwszym kwartale roku, jest normalną sytuacją, odpowiedział, że "jest to niestety normalna sytuacja dla ekipy rządzącej, która przez ostatnie ponad dwa lata podejmuje decyzje".
– Dla nikogo innego wcześniej w historii Polski taka sytuacja byłaby sytuacją nie tylko nienormalną, ale skrajnie nienormalną, bo nikt nigdy w takim tempie nie zadłużał państwa polskiego – podkreślił.
Poseł PiS zaznaczył, że przeraża go sytuacja, "w której obecna ekipa tak szybko przeszła do akceptacji tych wielkich liczb".
– Na podkomisji finansów, która była właśnie poświęcona realizacji budżetu państwa za 2026 rok, ale, ale i na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych, widać było, że obecna ekipa podchodzi do tego wszystkiego w sposób bardzo bezkrytyczny. Tak, że nic nie działo, zostało to zaplanowane, realizujemy, nie ma problemu – mówił.
Przypomniał, że w momencie, "kiedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość i deficyty sięgały kilkunastu, kilkudziesięciu miliardów zł, wtedy słyszeliśmy powszechny krzyk, że państwo polskie zbankrutuje".
– Dzisiaj dokładnie te same osoby nie widzą żadnego problemu w tym, że co roku mamy deficyty budżetowe na poziomie kilkuset miliardów zł. Jeżeli widzieli kilkanaście, kilkadziesiąt jako problem, dzisiaj jak sami rządzą, kilkaset miliardów zł nie jest dla nich problemem – dodał.
W 2028 roku widmo bankructwo kraju?
Andrzej Kosztowniak ocenił, iż "wydaje się, że bezkrytycznie te osoby takie decyzje podejmują, nie zastanawiając się tak naprawdę nawet nad najbliższą przyszłością, bo to wszystko wybuchnie na przełomie 2028 roku".
– Wtedy dojdziemy do sytuacji, w której najprawdopodobniej państwo polskie, czy chce czy nie chce, będzie musiało uchwalić budżet zrównoważony – tłumaczył.
Pytany, co to oznacza, wyjaśnił, że "te 250 do 300 mld zł, które w tym czasie teraz mamy, a tak na dobrą sprawę 270 parę mld jest zaproponowanych na ten rok, w ogóle nie będzie mogło zaistnieć".
– Czyli będziemy musieli – najprościej mówiąc – zdjąć w ciągu chwili te 200 kilkadziesiąt miliardów zł, aby uchwalić budżet zrównoważony. Śmiem twierdzić, że nie da się tego w Polsce zrobić. Wtedy ci, którzy będą musieli podejmować te decyzje staną tak naprawdę przed widmem bankructwa kraju albo dyskusji nad zmianą konstytucji i progów konstytucyjnych dla finansów publicznych, które są zawarte i w samej konstytucji, ale i również w ustawie o finansach publicznych – mówił.
Zauważył, że "Unia Europejska również na nas nakłada pewne zobowiązania, które akurat w 60 proc. pokrywają się zarówno na poziomie Unii Europejskiej, jak i naszej konstytucji, i naszej ustawy o finansach publicznych".
– Więc ta sytuacja jest bardzo, ale to bardzo trudna, a wydaje się, że nie ma żadnej refleksji tych osób, które dzisiaj za to odpowiadają – mówił.
Na uwagę, że 2028 rok to już rok po wyborach parlamentarnych i być może z nową władzą, odpowiedział, że "ta władza, która będzie podejmowała w 2028 roku decyzję o uchwaleniu budżetu, to muszę dzisiaj powiedzieć, będąc w czasie, w którym jesteśmy, serdecznie tej grupie osób współczuję, bez względu na to, kto tę decyzję będzie podejmował".
Inflacja w marcu wzrosła
Andrzej Kosztowniak pytany o inflację, która w marcu wyniosła 3 proc., czyli wzrosła o 1,1 proc. wobec lutego i czy jego zdaniem rząd przyłożył do tego rękę zbyt późno obniżając ceny paliw, odpowiedział, że "między innymi tym".
– Pamiętajmy jednak, że dla samego rządu dzisiaj poziom inflacji wzrastającej jest czymś pozytywnym. Minister finansów w momencie, kiedy rośnie inflacja zawsze te kilka procent dochodzi mu choćby w podatku VAT. Nie chcę powiedzieć, że się z tego cieszy, niemniej jednak ta sytuacja mu nie przeszkadza – powiedział.
Podkreślił jednak, że "w dłuższej perspektywie wzrost inflacji oczywiście nie jest niczym dobrym, choć też trzeba sobie jasno powiedzieć, że dzisiaj stopa inflacji, czy to w Polsce, czy w innych państwach Europy spadała".
– Nie mniej jednak to, co się dzieje na rynku paliw, to co się dzieje na rynku energetycznym, bo to nie dotyczy tylko i wyłącznie powiedzmy benzyny i diesla, ale w ogóle paliw, powoduje sytuację, w której wiemy bardzo dobrze, że polska gospodarka będzie coraz więcej konsumowała i coraz więcej za to zapłacimy, a tym samym również nasz przemysł nie będzie tak konkurencyjny w stosunku do innych gospodarek – mówił.
Zwrócił uwagę, że "przyniesie to bankructwo firm, ograniczenie produkcji, a w konsekwencji doprowadzi to do wzrostu bezrobocia, które tak wzrosło w ostatnim czasie wzrosło i tak rekordowo".